ŚWIADECTWA

WSTĘP     |     CZYTAJ     |     NAPISZ

Jezus żyje!!!
Na sobotnie spotkanie wcale nie chciałam jechać tak jak pozostali w naszym aucie. Przyjechaliśmy z Wrocławia. W tym samym czasie nasza wspólnotowa w innym miejscu Polski miała mszę świętą. Jednak przyszła do nas odpowiednio wcześnie informacja, że potrzebne są osoby do posługi wstawienniczej. Nikt nie miał pieniędzy na jazdę tak daleko, ale w każdym z nas wołało przynaglenie, że mamy w Krakowie być.

Zebraliśmy się więc i razem w 6 osób wyruszyliśmy w podróż, która wciąż trwa razem z Jezusem. Poprosiliśmy naszych aniołów stróżów, żeby znalazły nam miejsce na parkingu blisko stadionu bo byliśmy spóźnieni. Znalazły - na wprost wejścia dwa miejsca: dla nas i naszego znajomego, który czekał na nas bo znał Kraków. Na miejscu zaraz po usłyszeniu pieśni wołających na cześć Jezusa - już wtedy wiedzieliśmy, że tu zaprosił nas sam Pan Jezus, ale nie do posługi, ale jako gości i to dla NIEGO najważniejszych - takie poczucie każdy z nas miał. Coś się we mnie dokonało tamtego wieczoru. Po wcześniejszych doświadczeniach duchowych Pan Jezus chciał mnie ugościć u siebie na Jego spotkaniu. To ON mnie zaprosił, żeby mi powiedzieć jak ważna jestem dla Niego. Śpiewałam Mu, wielbiłam Go, oddychałam Nim, cieszyłam się Nim w Jego Kościele, który wszyscy tworzyliśmy. Dotykałam mego serca bardzo czule zapewniając mnie o swojej miłości i ciągłej obecności. Zdałam sobie sprawę z tego, że tak jak Ksiądz Biskup Ryś powiedział, Jezus chce się ze mną spotkać nie w spokoju mego życia, którego nie mam, ale w moich kłopotach, smutkach sytuacji czasem beznadziejnych po ludzku. Chce być w czasie burzy, której nie chce uciszać, ale pragnie tylko mojego całkowitego zaufania, którego wciąż muszę się uczyć codzień od nowa. Kulminacyjnym momentem było JEGO uroczyste wejście na stadion. Kiedy stałam tak rozmodlona z oczami zamkniętymi poczułam zapach kadzidła, a serce drgało z radości. Czułam, że wchodzi sam Król, wielki Majestat, ktoś najważniejszy, sam Gospodarz, Pan, mój Stwórca, któremu zawdzięczam istnienie. To było niesamowite. Potem kiedy Pan Jezus obchodził stadion i błogosławił każdemu stanął na wprost mnie i mojego męża, bo mieliśmy miejsce praktycznie w pierwszym rzędzie i to na środku. Kiedy tak stał na wprost nas i nam błogosławił doszło do mnie, że ON chce mi powiedzieć, ze zawsze jest tak blisko mnie, chciał mnie utwierdzić w tym i przypomnieć mi o swojej wielkiej miłości do mnie. Bardzo mnie wzruszyły słowa, które wypowiadali prorocy. Wzruszyło mnie, że Pana Jezusa bardzo obchodzą ludzie, którzy ciężko pracują - ON chce uzdrowić ich ręce i nogi schorowane od ciężkiej pracy. I wtedy Pan Jezus jest blisko każdego z nas. Jego to obchodzi. Ostatnio udało mi się pracować przez 3 miesiące i była to bardzo ciężka praca. Tam coś mi się stało w ręce, nie wiem czy nadwyrężyłam czy zerwałam ścięgna od dźwigania ciężarów bo nie mogłam już utrzymać nawet szczotki do zamiatania. Żaliłam Mu się, ze teraz nawet jeśli uda mi się znów dostać pracę to co z tego skoro mam ręce nie zdolne do pracy i nogi chore od stania. ON w jednym momencie zabrał mi to wszystko. Napełniło mnie to na nowo wielką nadzieją, miłością, uwielbieniem - wystarczy jeden moment, żeby On mógł wszystko zmienić w ułamku sekundy bo On tylko jest mocen to zrobić. Drugim momentem, który bardzo wzruszył mnie to to, że na stadionie jest ktoś, kto modli się za kogoś, kto jest w śpiączce i Pan Jezus teraz tę osobę wybudza z tej śpiączki i ta osoba później da o tym świadectwo. To było niesamowite!
Tak więc Pan Jezus zaprosił mnie na to spotkanie po to, żeby mnie napełnić, uzdrowić, dotknąć mojego serca, potwierdzić i wzmocnić swoją Obecność przy mnie i we mnie, doświadczyć Jego cudów, być tego wszystkiego świadkiem. Pozwolił mi być przy Nim kiedy przechadzał się wśród tłumów tak samo jak 2000 lat temu. Niesamowite: ten sam JEZUS. On jest wielki!!! Pragnę o NIM świadczyć nieustannie bo wciąż Nim żyję, tym co się tam wtedy wydarzyło niczym w wieczerniku. Teraz czuję, że jestem posłana do tego, żeby o NIM świadczyć swoim życiem. I mimo, że moja sytuacja materialna się nie zmieniła - może nawet się pogorszyła to wiem, że w czasie tej burzy mego życia nie jestem sama, ale ON jest ze mną. Wystarczy, że będę patrzeć na Niego oczami mojej duszy i ufać. On jest ze mną. Dziś podaję Mu swoją rękę i trzymam się Jego mocno bo On mnie przez tą burzę przeprowadzi.
Dziękuję za ten dzień, CHWAŁA PANU!

Dorota

Powrót do listy