ŚWIADECTWA

WSTĘP     |     CZYTAJ     |     NAPISZ

"Jestem blisko Boga" - tak sobie mówiłem. Sobotnie spotkanie uzmysłowiło mi jak dalece wcale nie jestem blisko Boga. Ale też otworzyło mnie. Mam już ponad 30 lat i łzy nie gościły w moich oczach bodajże od 2giej klasy podstawówki.

Ani filmy, ani książki, ani pogrzeby, ani ludzkie dramaty mnie nie ruszały. Miałem świadomość, że coś nie tak, więc juz od jakiegoś czasu prosiłem Pana, żeby otworzył moje serce. I podczas inscenizacji coś we mnie pękło. Zrozumiałem, że ta osoba, którą Pan wyciągnął z poplątanego życia, to również ja. I że mógł to zrobić jedynie dlatego, że odpokutoawał za mnie, za moje czyny. Że to on był policzkowany, nie ja. Że to on był opluwany, nie ja. Że to on był okładany pięściami, nie ja. Że to jemu przecinały skórę rzemienie, nie mi. Że to jemu wbijały się kolce w czaszkę, nie mi. Że to on mdlał niosąc drzewo krzyża, nie ja. Że to jego wreszcie rozebrali do naga i przybili do krzyża między złoczyńcami, nie mnie. I dlatego właśnie jego moc zbawcza stała się nieskończona. Jakże się wzruszyłem. Rozpłakałem się. Poszedłem do spowiedzi jeszcze ciągle nie mogąc powstrzymać łez.

Od BMW z każdym dniem pomimo ciągłych jakichś tam upadków, Pan otwiera moje serce coraz bardziej. I dzięki Jemu za to!

Michał

Powrót do listy